Wyświetlenia to nie jest sygnał. To jest hałas
TVGO avatarTVGO
4 views

Wyświetlenia to nie jest sygnał. To jest hałas

Zapytaj kogokolwiek, jak poszedł film na stronie obiektu, a dostaniesz liczbę wyświetleń. Czasem średni czas oglądania. Jeśli ktoś jest bardzo zaawansowany — wykres retencji, ten opadający ku dołowi, na którym widać, że w dwudziestej sekundzie połowa ludzi już wyszła. Wszystkie te dane mają jedną wspólną cechę. Nie mówią nic o żadnym konkretnym człowieku. Wiesz, że tysiąc osób obejrzało. Nie wiesz, czy którakolwiek z nich chciała kupić. Wiesz, że średnio oglądali czterdzieści dwie sekundy. Nie wiesz, czy ten jeden, który obejrzał trzy razy i wrócił nazajutrz, jest gotowy podpisać umowę, czy jest studentem piszącym pracę o hotelarstwie. Sprzedaż nie działa na średnich. Sprzedaż działa na jednostkach. Analityka wideo została zbudowana dla mediów, nie dla sprzedaży I to jest sedno problemu, bo te narzędzia nie są zepsute — one są zbudowane dla kogoś innego. Cała metryka wideo, którą dziś znamy, wyrosła z YouTube i z telewizji. Tam liczba wyświetleń faktycznie jest wartością samą w sobie, bo model biznesowy to reklama. Im więcej oczu, tym więcej pieniędzy. Retencja ma znaczenie, bo determinuje, ile reklam da się wcisnąć. To jest logika mediów i w mediach jest bez zarzutu. Tylko że hotel nie sprzedaje reklam. Dealer nie sprzedaje reklam. Oni sprzedają jedną rzecz jednej osobie i sto tysięcy wyświetleń jest im dokładnie tak samo obojętne jak sto, jeśli nie stoi za nimi nazwisko i telefon. Mimo to wciąż mierzymy wideo tak, jakby było kanałem medialnym. Raportujemy zasięgi. Chwalimy się odsłonami. A obok, w tym samym budynku, siedzi handlowiec, który nie ma pojęcia, kto wczoraj przez cztery minuty oglądał salę bankietową i wracał dwa razy do fragmentu o cateringu. Te dwa światy się nie stykają, chociaż dzieli je jedno kliknięcie. To, co dzieje się w trakcie oglądania, jest najbogatszym sygnałem, jaki masz Zastanówmy się przez chwilę, co człowiek robi, kiedy ogląda film o obiekcie, w którym rozważa zorganizowanie wesela. Przewija. Cofa się. Zatrzymuje na konkretnym ujęciu. Ogląda drugi raz, ale tylko fragment o sali, bo pierwszy raz oglądał całość. Wraca po dwóch dniach. Wysyła link partnerowi, bo to nie jest decyzja jednoosobowa. Każda z tych rzeczy jest zdaniem wypowiedzianym na głos. "Interesuje mnie sala, nie pokoje." "Wracam, bo nie odpuściłem." "Ktoś jeszcze musi to zobaczyć, zanim powiemy tak." To jest bogatszy zestaw sygnałów, niż da Ci jakikolwiek formularz kontaktowy, który zbiera imię, mail i pole "wiadomość". Formularz mówi Ci, że ktoś się zdecydował napisać. Zachowanie w wideo mówi Ci, dlaczego, o czym i jak bardzo — a przede wszystkim mówi Ci to o ludziach, którzy formularza nigdy nie wypełnią. Bo tak wygląda ta arytmetyka i warto ją sobie powiedzieć wprost. Zdecydowana większość ludzi, którzy oglądają Twój film i realnie rozważają zakup, nie zostawi Ci kontaktu. Nie dlatego, że nie są zainteresowani. Dlatego, że jest wtorek, dwudziesta trzecia, i nie chce im się rozpoczynać korespondencji, która potrwa trzy dni. Wrócą jutro. Albo nie. Formularz łapie tych, którzy już się przełamali. Wszystkich pozostałych — czyli tych, o których cała ta gra się toczy — nie widzisz w ogóle. Sygnał, którego nikt nie zbiera, nie istnieje Powiem to inaczej, bo to jest moim zdaniem najważniejsze zdanie w tym tekście. Ta informacja już powstaje. Ona się dzieje, dziś, na Twojej stronie, za każdym razem, kiedy ktoś włącza film. Człowiek przewija, wraca, zatrzymuje się, wychodzi. Sygnał jest generowany w czasie rzeczywistym i natychmiast znika, bo nikt go nie odbiera. To jest dokładnie ta sama sytuacja, w której firmy były przed CRM-em. Kontakty istniały. Handlowcy mieli je w wizytownikach, w notesach, w głowie. Nikt nie twierdził, że klientów nie ma. Twierdzono, że nie da się z nimi pracować systemowo — i to była prawda tak długo, jak długo nie istniało miejsce, w którym te informacje mogłyby się gromadzić. CRM nie stworzył kontaktów. CRM stworzył miejsce, w którym przestały ginąć. Z wideo jesteśmy dziś dokładnie w tym punkcie. Intencja jest, tylko nie ma jej gdzie zapisać. Dlatego nazwałem tę warstwę Video Sales Intelligence — VSI jest dla wideo tym, czym CRM był dla listy kontaktów. Co się zmienia, kiedy wideo zaczyna słuchać Kiedy film przestaje być jednokierunkowym komunikatem, a staje się miejscem, w którym można zadać pytanie, dzieje się rzecz ciekawsza niż sama wygoda klienta. Pytanie jest sygnałem o klasę mocniejszym niż jakiekolwiek zachowanie. Człowiek, który pyta "czy sala pomieści sto trzydzieści osób przy okrągłych stołach", nie ogląda. On planuje. Podał Ci liczbę gości, układ sali i to, że jest na etapie, na którym myśli o rozstawieniu, a nie o tym, czy w ogóle mu się podoba. Jedno zdanie, a wiesz o nim więcej niż z całej sesji w Google Analytics. Człowiek, który pyta o dostępność w czerwcu, ma datę. Człowiek, który pyta o rozliczenie starego auta, ma stare auto i ma budżet, który od tego zależy. To są kwalifikacje sprzedażowe, które normalnie zdobywa się w pierwszej rozmowie telefonicznej — pod warunkiem, że w ogóle do niej dojdzie. Tutaj padają wcześniej, dobrowolnie, w momencie największego zainteresowania, i można je zapisać. Ostatnia rzecz Nie twierdzę, że wyświetlenia są bezwartościowe. Jeśli robisz kampanię wizerunkową, zasięg jest dokładnie tą metryką, której potrzebujesz. Twierdzę coś węższego i, jak sądzę, trudniejszego do podważenia. Że jeśli Twoje wideo stoi na stronie sprzedażowej, obok formularza kontaktowego i cennika, to nie jest materiał medialny. To jest narzędzie sprzedaży, które mierzysz metrykami mediów — i przez to nie wiesz o nim rzeczy najważniejszej. Nie tego, ilu ludzi obejrzało. Tego, który z nich był o krok.

Log in to join the conversation

Log In
No comments yet.

Subscribe to TVGO.APP

Get the latest posts delivered right to your inbox